Cali (Kolumbia) #2 – zoo, aleja kotów i festiwal tatuażu

Oooo taaaak! Moja ukochana Kolumbia ponownie u mych stóp! Choć byłem tam dopiero (lub już) 3 raz, to mógłbym wracać dużo częściej. Tak samo jak wróciłem do Cali, w którym ostatnio byłem rok temu w kwietniu. Z tej okazji pomijam wstęp geograficznych i chętnych odsyłam do zeszłorocznego postu: http://zpodrozy.pl/cali-kolumbia-folklor-salsa-i-zareczyny/ Tym razem swoją przygodę zacząłem akcentem zwierzęcym i wybrałem się do zoo.

zdjęcia z podróży, atrakcje turystyczne, co warto zobaczyć

Zoo zostało otwarte w 1981 roku i zajmuje powierzchnię 10 hektarów. Na jego terenie zamieszkuje około 1200 zwierzaków, które reprezentują 180 różnych gatunków. Każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego od ryb, aż po wielkie ptaki takie jak kondory. Teren jest bardzo zielony i wręcz idealnym na rodzinne wypady. Pierwszą i dość niespodziewaną atrakcją było przeciskanie się przez szkolne wycieczki, dla których chyba też byłem nie lada atrakcją – w końcu biały człowiek to rzadkość.  Jak widać zainteresowania miejscem, jak i chętnych do jego odwiedzania nie brakuje, co właściwie bardzo dobrze o nim świadczy. Największe wrażenie na mnie wywarły motyle i ptaki, które latały pośród zwiedzających. Nie dość, że były na wyciągnięcie ręki, to sporą część widziałem po raz pierwszy na żywo. Nie mówiąc, że tak barwne motyle, o tak okazałych rozmiarach chyba nie są u Nas spotykane. Miejsce jak najbardziej warte polecenia tym bardziej, że koszt wejścia to około 24zł dla osoby dorosłej.

Jako, że byłem w Cali po raz drugi postanowiłem odwiedzić „stare śmieci” i przejść się już nieco poznanymi uliczkami, a także odkryć nowe zakamarki. Mogę tylko dodać, że jak najbardziej zgadzam się z opinią, że należy jadać tam gdzie lokalna społeczność. Kolumbia pod względem kulinarnym jest fenomenalna! Nie jestem w stanie opisać tych pieczołowicie przyrządzonych potraw, ale na samą myśl cieknie mi ślina niczym Niagara. Wołowina tańsza niż kurczak. Świeże i egzotyczne owoce dostępne na ulicy prawie za grosze. Ależ tam było pysznie!

Przy okazji spacerów postanowiłem odwiedzić i nieco zgłębić wiedzę odnośnie alei kotów, którą ostatnio zahaczyłem powiedzmy, że przelotnie. Po hiszpańsku zwie się El Gato del Rio, co mniej więcej po polsku znaczyłoby „kot rzeki”. Nazwa pochodzi od pierwszego kota, który został tam postawiony i stanowi symboliczną bramę do całej alei. Powstał w 1996 roku i został wykonany z brązu przez artystę Hernando Tejada. Rzeźba mierzy prawie 2 metry wysokości. W 2006 roku ustawiono wzdłuż rzeki 15 nowych kotów. Wszystkie o tej samej podstawie, ale każdy pomalowany lub ozdobiony przez innego artystę. Obecnie, jeśli się nie mylę, znajdziemy 24 figury kotów, które stanowią jedną z głównych atrakcji artystycznych oraz turystycznych miasta.

W ramach tak zwanego „odchamiania” odwiedziłem również muzeum sztuki nowoczesnej. Podobno jest bardzo ważne dla Kolumbijczyków i posiada cenne dzieła. Do mnie jakoś średnio trafiło, chociaż abstrakcyjne, kilkumetrowe obrazy akurat mi się podobały. Być może nawet odnalazłem w nich odzwierciedlenie porządku w mojej głowie, kiedy mam za dużo myśli na raz. Oczywiście w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu.

Właściwie to wszystkie atrakcje w tym poście można uznać za związane z kulturą i sztuką. Jako ostatnią atrakcję wybrałem coś dla kolorowych niegrzecznych dziewczynek i chłopców. A tak poważnie to kolorowa impreza dla wszystkich. Chodzi oczywiście o festiwal tatuażu. Mimo, że motywem przewodnim festiwalu były właśnie tatuaże, to poza nimi odbywały się również różne koncerty i wystawa motocykli. Znawcą takich imprez nie jestem, gdyż był to dopiero mój trzeci tattoofest (pierwszy odwiedziłem w Katowicach, a drugi w Mediolanie – więcej tutaj), ale mam wrażenie, że z racji na swoją międzynarodowość wszystkie imprezy mają podobny schemat organizacji. Akurat bardzo mi się to podoba, bo można się zawsze na nich odnaleźć gdziekolwiek na świecie by się nie było. Co więcej, muszę przyznać, że poziom bezpieczeństwa i weryfikacja przy wejściu na teren imprezy był na najwyższym poziomie.

Ah, łza się w oku kręci na samą myśl jak tam było cudnie. Jeśli ktoś z Was będzie miał szansę odwiedzić Kolumbię lub inny kraj Ameryki Południowej, to nawet się nie zastanawiajcie! Podróż to jedna z najlepszych nauczycielek jaką możemy mieć w swoim życiu i to całkiem za darmo.

 

 Zdjęcia i relacje z podróży !

2 myśli na temat “Cali (Kolumbia) #2 – zoo, aleja kotów i festiwal tatuażu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *