Moja wizyta w Scheveningen odbyła się właściwie bez echa. Fakt faktem nie zobaczyłem zbyt wiele, co nie znaczy, że nie udało mi się zrobić kilku fajnych fotek, a co ważniejsze skonfrontować kilku stereotypów. O zakupie 3 rowerów nawet nie wspominam.

Scheveningen to nowoczesna dzielnica Hagi położona nad samym wybrzeżem. Znajdziemy tam piękną i długą plażę, promenadę, nietypowe molo, a także ogrom różnorodnych knajpek. Wszystko to oczywiście na wielki plus, bo jakość wykonania i kompozycja całości trzyma się tak zwanej kupy. Jeśli już jesteśmy przy knajpkach to z całego serca polecam odwiedzić zwłaszcza jedną: „Crazy Pianos”. Miejsce z muzyką graną i improwizowaną na żywo. Kilku muzyków zmienia się na instrumentach, a grają to co ludzie napiszą im na karteczkach, aranżując utwory w przeróżnych nastrojach. I tak oto na przykład rockowe szlagiery, możemy usłyszeć w jazzowaych klimatach. Genialne miejsce, wspaniała atmosfera, no i przede wszystkim muzyka!

Wracając do stereotypów, to niezmiennie Holandia nadal kojarzy mi się z rowerami i „coffee shopami”. Oba zjawiska dla mnie są pozytywne. Zacznijmy od drugiego, które być może jest bardziej drażliwe, ale… Czy nie lepiej wychodzić ludzkim potrzebom naprzeciw i nie dość, że zapobiegamy patologiom, to jeszcze kraj się na tym bogaci? Jak to mówią wszystko jest dla ludzi w odpowiednich ilościach. Kultura palenia wszelkich „ziółek” w Holandii mi się podoba zwłaszcza dlatego, że nikt z tym się nie obnosi, nie skrada i stało się to czymś powszechnym tyle, że ludzie nie ukrywają się z tym w ciemnych bramach, a relaksują w domu lub przeznaczonych do tego miejscach. To tyle ode mnie w tym temacie.

Co do rowerów, to jest to dla mnie mistrzostwo świata. Nie znam statystyk, ale zakładam, że Holandia jest w czołówce krajów pod względem ilości ścieżek rowerowych. Rowery znajdują się tam wszędzie i to w ogromnych ilościach. Czasami wyglądają jak wrośnięte stanowiąc integralną część miasta. Jeżdżą na nich ludzie w różnym wieku, tak długo, aż chyba same się nie rozpadną. Trzeba również przyznać, że ich rowerki są naprawdę wygodne! Jak już wspomniałem sam kupiłem 3, które wróciły ze mną do Polski. Wykosztowałem się co niemiara, bo szarpnąłem się aż 50 euro za sztukę! No dobra… jeden kosztował 70, ale stan żyleta. Holender płakał jak sprzedawał. Dwa pozostałe odkupiłem od Azjatek, a wszystkie jeżdżą do dziś.

Samo Scheveningen jest uroczym miejscem i szczerze polecam tu zajrzeć choć na chwilę, jeśli będzie tylko okazja. Czyste, zadbane i z ciekawą zabudową. Sami Holendrzy są również bardzo mili i otwarci, a co ciekawe mówią rewelacyjnie po angielsku. Powiedziałbym nawet, że mają fajny amerykański akcent. Tak po prawdzie to tego brytyjskiego jakoś osobiście nie lubię.

Miało być krótko, a wyszło jak zawsze. Zapraszam do zdjęć! 🙂

Napisz komentarz