Iquique (Chile) #1 – miasto na pustyni, muzeum i pamiątki

Bienvenido a Chile (Witamy w Chile)! Kolejny kraj w Ameryce Południowej, na którym stanęła moja stopa, a nawet dwie. Nowi ludzie, nowe smaki, zupełnie nieznany klimat i nowe zwierzaki, które dla lokalnej ludności są pewnie codziennością, niczym dla nas psy czy koty. Tym razem zawitałem do miasta Iquique. Położone w północnej części kraju i rozciągnięte wzdłuż wybrzeża Oceanu Spokojnego. Stolica regionu Tarapaca. Początkowo należało do Peru, natomiast po Wojnie o Pacyfik (Wojna saletrzana), która miała miejsce w latach 1879-1883, zostało dołączone do terytorium Chile. Jest również portem i miastem wolnocłowym, co powoduje rozwój handlu z ościennymi państwami oraz import sporej ilości towarów z Azji. Tak z grubsza prezentuje się zarys geograficzno-historyczny, więc zejdźmy na ziemię i przejdźmy się uliczkami miasta, aby poznać je nieco bliżej na własnej skórze.

zdjęcia z podróży, atrakcje turystyczne, co warto zobaczyć

Pierwsze moje skojarzenie (bez obrazy dla Chilijczyków), to taka biedniejsza wersja Dubaju. Miasto zbudowane na pustyni tuż nad oceanem. Otoczone górami i tonami piasku. Co więcej, otoczone najsuchszą pustynią świata, która zwie się Atakama! Warunki do życia chyba nie są zbyt łatwe. Jako, że moja wizyta wypadła w lipcu, to panowała tam zima. W samo południe temperatura oscylowała w okolicy 40 stopni, a słońce dosłownie paliło skórę i grzało o wiele mocniej, niż w nasze europejskie upały. Natomiast gdy tylko zaczęło zachodzić odczuwało się pustynny chłód, a na ulicach pojawiali się ludzie w puchowych kurtkach, wysokich butach i zimowych czapkach. Tutaj ubieranie się „na cebulę” myślę, że osiągnęło nowy wyższy poziom. Ciekawym zjawiskiem również były zbierające się chmury nad górami, które każdego ranka schodziły w dół i albo rozpływały się około godziny 10.00 albo wisiały przez resztę dnia. Na szczęście pogoda mimo swej specyficznej aury nie odebrała uroku miasta. Właściwie była czymś ciekawym, czego podejrzewam, że możemy nie zobaczyć w innych częściach świata.

Aby zgłębić wiedzę o miejscu i regionie, w którym byłem postanowiłem odwiedzić muzeum. Właściwie to nawet dwa. Miałem je po sąsiedzku z moim hotelem, a wstęp był darmowy, więc tym bardziej byłoby żal nie zajrzeć. Pierwsze z nich to muzeum sztuki. Znawcą i koneserem nie jestem, także za wiele na ten temat się nie wypowiem, ale niektóre obrazy były ciekawe. Zwłaszcza wykonane z kawałków skór, opakowań i innych papierków. Drugim muzeum było „Regionalne muzeum Iquique”. Miejsce, choć z pozoru niewielkie, to zawiera bardzo wiele ciekawych zbiorów od szczątek zwierzęcych i ludzkich, przez rękodzieła, które powstawały wraz z rozwojem cywilizacji na tym terenie, po urządzenia wykorzystywane w stosunkowo niedawnych czasach. Być może niektóre z nich nadal moglibyśmy znaleźć w domach lokalnych mieszkańców. Jeśli ktoś miałby okazję przypadkiem się tu znaleźć to polecam. Co do samych eksponatów to zapraszam do zdjęć.

Na sam koniec, czym była by podróż w tak odległe miejsce bez pamiątek. Z racji, że tutaj robótki ręczne są bardzo popularne nawet wśród samych tubylców, to rzeczy które można ze sobą przywieźć jest sporo. Oczywiście byłby to zwłaszcza raj dla kobiet, ponieważ ubrań, biżuterii i różnych dodatków takich jak np. torebki było tutaj zatrzęsienie. Trzeba jednak zauważyć, że największa ich ilość pochodziła z Peru, ale mimo wszystko były to często lokalne produkty i nawet oznaczone jako ręcznie robione. Co mnie trochę rozczarowało, to brak produktów spożywczych, które można by przywieźć do Polski. Myślę tutaj głównie o kawie i lokalnych słodkościach. Znalazłem 2 supermarkety, w których na półkach królowała Nescafe, natomiast słodycze i inne produkty gastronomiczne nie różniły się od tych dostępnych u nas. W porównaniu do tego, co oferują np. kolumbijskie markety, może to spowodować przynajmniej lekki szok i niedowierzanie. Na szczęście lokalne knajpki rekompensują nam kulinarne zachcianki nawet z nadwyżką. Mimo, że nie jest tanio, to było pysznie. Jeśli o mnie chodzi to jadłem tutaj najlepsze sushi jakie udało mi się do tej pory zasmakować! Swoją drogą sushi z drinkiem z lokalnego rumu jest tutaj o 1/3 tańsze, niż pizza i kufel piwa (prawie 100zł). Na szczęście jeśli nam się uda możemy trafić na „happy hours”, gdzie dwudaniowy obiad z piciem kosztuje ok 4000 chilijskich pesos (23zł). Tak o to z lekko podrażnionym żołądkiem zapraszam Was do obejrzenia zdjęć, a także do drugiej części wizyty w Iquique, która pojawi się tutaj mam nadzieję, że niebawem.

 

Zdęcia i relacje z podróży !

Jedna myśl na temat “Iquique (Chile) #1 – miasto na pustyni, muzeum i pamiątki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *