Taszkent (Uzbekistan) – czarny rynek, zielony Pan i biały Matiz

„Uzbekistan!” – taki okrzyk wyrwał się w mym sercu, kiedy dowiedziałem się, że tam właśnie lecę. W końcu tak daleko na wschód od naszego kraju jeszcze mnie nie było. W dodatku do Taszkentu, czyli serca i stolicy państwa. Niestety wyjazd był dość krótki i deszczowy co znacząco utrudniło i ograniczyło mój czas, który mogłem przeznaczyć na zwiedzanie. Właściwie to zobaczyłem niestety niewiele, ale za to dzięki temu, że poruszałem się różnymi środkami transportu miałem okazję zwrócić uwagę na różne ciekawostki, o których za chwilę.

zdjęcia z podróży, atrakcje turystyczne, co warto zobaczyć

Skoro już tak kolorowo zacząłem od tytułu wpisu, przejdźmy do czarnego rynku. Jakie może być pierwsze pytanie po wyjściu z lotniska? Nie o transport. Nie o taksówkę. Nie o coś do kupienia. Nie o pomoc z bagażami za symboliczną kwotę. Pierwsze pytanie to czy nie chcemy kupić lokalnej waluty („sumy” – tak się nazywa), za połowę ceny, którą oferuje kantor znajdujący się 5 metrów za naszymi plecami. Ot taka gościnność. Najchętniej przyjmują dolary, ale i euro też nie pogardzą. Ostatecznie kurs waluty zmienia się w zależności od miejsca gdzie jesteśmy i od kogo zdecydujemy się kupić. Handlują wszyscy od taksówkarzy po właścicieli hoteli.

Zielony Pan. Zielonych Panów w Uzbekistanie spotkamy całą masę. Myślę, że mogliby stanowić spory procent całości społeczeństwa. Chodzi oczywiście o lokalną policję. Średnio co 100 metrów stoi przynajmniej jeden funkcjonariusz, a przy ważniejszych obiektach (rządowych jak i publicznych) stoją całe gromadki. Aby dostać się do metra najpierw musimy przejść kontrolę przez 1 policjanta, a przed samymi bramkami do wejścia na peron mamy do sforsowania 2 kolejnych. Uzbrojeni w wykrywacz metalu jak i inne zabawki, niezwykle chętnie sprawdzają nasz bagaż oraz paszporty, gdy usłyszą obcą mowę. Generalnie są raczej mili. Choć w sumie pierwsze moje bliższe spotkanie zaczęło się dość niespodziewanie, kiedy zacząłem robić zdjęcia na peronie i podbiegło do mnie za plecami 2 Zielonych, aby mnie wylegitymować i poinformować, że nie można tutaj nic fotografować i mam wszystkie zdjęcia usunąć. Poza tym było raczej sympatycznie.

Co ciekawego można powiedzieć o ludziach? Są niezwykle mili i sympatyczni. Mimo, że większość z nich to Muzułmanie produkują swoje lokalne piwo, nie wspominając już o mocniejszych trunkach, które równie chętnie spożywają. Niektórzy również odwiedzają turystycznie katolickie kościoły, ponieważ twierdzą, że są bardzo ładne i właściwie to im obojetne kto w co wierzy. Także tam dość mocno odcinają się od swoich „bombowych religijnych braci” z innych zakątków Świata. Mężczyźni wizualnie przypominali mi albo Rosjan, albo Turków. Natomiast kobiety były dla mnie fenomenem. Zabrzmi to nieco apolitycznie, ale dosłownie „do wyboru do koloru”. Na ulicach można spotkać od blondynek o jasnej cerze, poprzez skośnookie „Japoneczki”, aż po tureckie księżniczki o czarnych długich włosach. Na mnie zrobiło to spore wrażenie.

Gdybym miał opisać typowego Uzbeka, a może w szczególności typowego kierowcę to byłby to właściciel białego Matiza. Natomiast jakby ktoś się zastanawiał, gdzie podziały się wszystkie samochody marki Daewoo, to powiedziałbym, że w magiczny sposób znalazły się w Uzbekistanie. Około 70% samochodów to Daewoo lub Chevrolet (który wykupił Daewoo). Dodatkowo dla ułatwienia przyjmijmy, że ponownie 70% aut jest koloru białego.

Lokalne drogi może nie są najlepszej jakości, ale za to większość z nich to 3-4 pasmowe ulice.

Najszybszym środkiem transportu, który pozwala nam się dostać z punktu „A” do „B” to taksówki (swoją drogą tanie, więc sporo ludzi z tego korzysta). Co ciekawe, jeśli będziemy chcieli jakąś złapać na ulicy, to praktycznie po kilkunastu sekundach zatrzyma się losowy kierowca, który zaoferuje nam pomoc i podrzuci Nas gdzie chcemy (jeśli oczywiście wcześniej nie zatrzyma się oficjalne taxi). Zdarza się, że niestety my nie mówimy po rosyjsku (o uzbeckim nie wspomnę), a oni po angielsku, więc obdzwonią pół rodziny, aby znaleźć kogoś, kto się z nami dogada i pomoże dotrzeć do celu. Także podróżowanie po tym jakże ciekawym kraju jest tanie i bardzo przyjemne.

Jeszcze może na sam koniec, krótko o kuchni. Niestety nie przypadła mi do gustu. Większość miejsc oferuje dużo smażonych potraw w fast-foodowym wydaniu. Nawet jeśli nie są to lokalne restauracje, a nie znane sieciówki. Mają za to dużo wypieków i słodkości, które myślę, że warto spróbować i były całkiem smaczne.

To na koniec końców jeszcze jeden bonus. Jeśli ktoś lubi pamiątki i przedwojenne zdobycze można znaleźć dość sporo ciekawych znalezisk u ludzi, którzy rozkładają się ze swoimi skarbami na deptakach. Niestety z powodu pogody nie udało mi się nic upolować i zabrać do domu. Polecam natomiast szukać takich miejsc, bo są magiczne!

Zdjęcia i relacje z podróży !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *