Już sam tytuł brzmi tak niezwykle, że brakuje tylko latających smoków i byłaby już pełna azjatycka magia! A tak poważnie chciałbym Wam dziś opowiedzieć o moim pierwszym razie. Azjatyckim pierwszym razie. A wszystko zaczęło się w Hualien zanim wjechaliśmy do Parku Narodowego Taroko…

bMój pierwszy raz na skuterze

Jeszcze teraz na samą myśl oblewa mnie zimny pot, ale do rzeczy. No więc, to właśnie w Hualien pierwszy raz dosiadłem skuter i to od razu z pasażerem (Aga – cieszę się, że nie zgubiłem Cię po drodze) oraz plecakami. No przyznaje, że nie było lekko. Jednak wypożyczenie nie było takie łatwe, ponieważ większość wymagała międzynarodowego prawa jazdy lub chcieli kosmiczne pieniądze za wynajem. Prawko rzecz jasna miałem tylko polskie.

Sam nie wiem komu mam dziękować (może Konfucjuszowi?), za to że znaleźliśmy wypożyczalnie, gdzie za grosze pozwolili nam wziąć najmniejszy skuter Kymco. No przecież na tych dużych świniakach bym się na pewno rozbił! Mimo, że nasza błękitna strzała była niewielka, ale na miejskie podboje idealna, to i tak po odpaleniu wylądowaliśmy na środku skrzyżowania, gdzie w każdą stronę jechały 2 lub 3 pasy. Masakra. Nie polecam również prób hamowania nogami, bo nie dość że możemy się połamać, to jeszcze wzbudzimy dodatkowe turbulencje. Brakowało mi tylko jeszcze radia z muzyką w stylu “Moplikiem se jada na szychta…” Po rozwinięciu zawrotnej prędkości 20km/h złapałem stabilizację i robiłem wszystko, aby nie musieć zatrzymać się na światłach. Co ciekawe, na głównych drogach jest dla skuterów przeznaczony osobny pas na drodze, więc jedzie się całkiem przyjemnie i bezpiecznie

Park Narodowy Taroko

Po pierwsze wstęp do parku jest darmowy, co było bardzo miłe, zwłaszcza że nasza podróż miała się ku końcowi, a budżet był już lekko nadwyrężony. Po  drugie, to Taroko nie dość, że jest największą atrakcją wschodniego wybrzeża, to według portalu TripAdvisor jest również jedną z najpiękniejszych atrakcji w całym Tajwanie. Przyznaję, że jest naprawdę pięknie!

Nam niestety udało zobaczyć się tylko niewielką część parku, gdyż jest ogromny! Także być może lepiej sobie rozłożyć wycieczkę na 2 dni lub zacząć skoro świt. Dobrym rozwiązaniem jest również skorzystanie z busa, który jeździ po parku od punktu do punktu. Jest to zdecydowanie wygodniejsze i bezpieczniejsze rozwiązanie, biorąc pod uwagę wąskie i kręte dróżki, a także przejazdy w tunelach, gdzie również na skuterze musimy mijać się z busami. Niestety nie wiem jaki jest koszt takiej przyjemności, ale raczej nie będzie to zawrotna kwota.

Choć nawet robiąc taką samą trasę jak my, czyli mniej więcej od od Arch of Taroko (brama wjazdowa) do Taroko Gorge można zobaczyć wiele pięknych miejsc i myślę, że sporo głównych atrakcji tego miejsca, które pojawiają się na fotografiach. W galerii znajdziecie wszystkie miejsca podpisane, więc będziecie mogli rozeznać się, gdzie warto zrobić przystanek

Nieco przykra ciekawostka dotyczy Eternal Spring Shrine (Changchun Shrine), które powstało w 1958 roku  ku pamięci 226 ofiar (weteranów wojennych), którzy zginęli podczas budowy Central Cross-Island Highway (1956~1960). Droga ta przecina cały park Taroko.

Informacje praktyczne

Jako miejsce wypadowe polecam wybrać właśnie Hualien, ponieważ to spore miasto położone około 20km od Taroko. Jeśli postanowicie, aby zostać jednak w sercu parku, to mamy do dyspozycji 3 hotele (Silks Place Taroko Hotel, Taroko Village Hotel oraz  Tianxiang Youth Activity Center (Hostel)).

Park zajmuje powierzchnie 920 kilometrów kwadratowych!

Wstęp jest darmowy.

Oficjalnie oddany do użytku 28 listopada 1986 roku.

Wszelkie niezbędne informacje możecie znaleźć na poniższych stronach:

https://www.taroko.gov.tw/en

https://guidetotaipei.com/visit/hualien-taroko

Przybliżone koszty podróży

Skuter udało nam się wynająć na cały dzień za 600 NTD = 74 zł
Zatankowaliśmy pełny bak za 100 NTD = 12zł
Przejechaliśmy około 100 kilometrów, a wskazówka ledwo drgnęła. Jeśli ktoś lubi podróżować w taki sposób, to może być to najtańsza opcja zwiedzania zapewne również innych zakątków Azji.

A co robić wieczorem…

Po intensywnym dniu zwiedzania, niezmiennie polecam nocny market! Czyli kulinarna rozpusta i orgia smaków. No uwielbiam to. Gastro-podróże to istna przyjemność! Jednak “night market” w Hualien jest nieco inny niż pozostałe, na których zawitaliśmy, a to dlatego, iż ma element artystyczny. Moją uwagę przykuły dwa wydarzenia…

Pierwsze to tzw. “Dance Battle”, czyli “bitwa tancerzy”, a właściwie całych grup. Pokazy były naprawdę świetne, a cała impreza wydawała się dość poważnym wydarzeniem. Wysoki poziom artystów i jury zasiadające przed sceną sprawiały wrażenie profesjonalnych przesłuchań. Pierwszy raz widziałem coś takiego na żywo.

Drugą “atrakcją” była dziewczynka, która grała na perkusji. Grała to w jej przypadku mało powiedziane. Cały zestaw perkusyjny miała dość pokaźny, a to co z nim robiła to prawdziwe show! Miała nawet reklamę swojego Facebookowego fanpage’a, więc można sądzić, że jest lokalną gwiazdeczką. Wymiatała pałeczkami i to ostro. W sumie to nie od dziś znane są przypadki uzdolnionych muzycznie azjatyckich dzieci. W tej części świata takich perełek zapewne nie brakuje.

Ahhh przygoda w Hualien… na pewno to jedno z miejsc i przeżyć, które w mojej głowie i sercu pozostanie do późnej starości albo nawet dłużej jeśli to możliwe.

Komentarze

    • Łukasz | z Podróży PL Reply

      Cała przyjemność po mojej stronie 😀 Tajwan skradł moje serce! 😉

Napisz komentarz